Muzyka jest jak rodzinne dziedzictwo – rodzi się w sercu, dojrzewa w domu, a potem rozkwita na scenie. Moja historia zaczyna się w Warszawie, w roku 1983. To właśnie tu przyszedłem na świat, w mieście o niezwykłej duszy i muzycznym temperamencie. Mój ojciec, Jerzy Jastrzębski, był legendarnym warszawskim akordeonistą. Grał na trasach koncertowych z Orkiestrą z Chmielnej, a jego występy pod warszawską Rotundą w podziemiach stały się wizytówką stolicy.
Dorastałem w domu, w którym muzyka była codziennością. Próby orkiestry odbywały się w naszym salonie, a ja – mały chłopiec – siadałem w kącie i wsłuchiwałem się w dźwięki akordeonu, gitary i skrzypiec. Te brzmienia kształtowały moją wyobraźnię i wrażliwość. Z czasem miłość do folkloru warszawskiego stała się moją pasją i życiową drogą.
Pierwsze kroki – od perkusji do weselnych scen
Zacząłem od perkusji – instrumentu, który dał mi solidne muzyczne fundamenty. Mieszkaliśmy wtedy na Marymoncie, przy ulicy Klaudyny 40, w starej kamienicy. W swoim pokoju miałem rozstawiony zestaw perkusyjny firmy Tama, który tata kupił specjalnie od jazzowego perkusisty. Grałem godzinami, a nauka szła tak dobrze, że już w wieku 12 lat Tata zabierał mnie na wesela, gdzie wspierałem cały zespół. Nie była to jeszcze kapela warszawska z Chmielnej, ale to właśnie wtedy uczyłem się sceny, pracy z publicznością i muzycznej odpowiedzialności.
Folklor Warszawski pod blokiem i na bazarach
Równolegle z tatą, mamą i bratem grywaliśmy na warszawskich bazarach i pod blokami, kontynuując tradycje folkloru miejskiego. To były czasy, w których muzyka naprawdę żyła wśród ludzi – była częścią codzienności, a nie tylko wydarzeniem od święta.
Spotkanie z Kapelą z Chmielnej
Kilka lat później przyszedł moment, który odmienił moje życie. Janusz Mulewicz, ówczesny kierownik Kapeli z Chmielnej, zaproponował mi nagranie płyty z zespołem. Bez wahania się zgodziłem. Efektem była płyta „Kapela z Chmielnej – Kantrydans. Starsi juniorzy”. Juniorami byliśmy wtedy ja i mój brat Kamil – on grał na keyboardzie, ja na gitarze. To był dla mnie ogromny zaszczyt – stanąć obok mojego wybitnego ojca w szeregach jednej z najbardziej znanych kapel w historii Warszawy.

Gitara – mój własny styl
Gra na perkusji ukształtowała mój sposób gry na gitarze. Jest rytmiczny, charakterystyczny i – jak mówią inni – niepowtarzalny. Dzięki temu mój obecny zespół, Ferajna Jastrzębskiego, wyróżnia się od innych formacji grających muzykę przedwojenną. To połączenie precyzji perkusisty z ekspresją gitarzysty daje naszym aranżacjom wyjątkową energię.
Scena, festyny i wielcy mistrzowie
Współpraca z Kapelą z Chmielnej trwała wiele lat. Występowaliśmy na festynach, imprezach zamkniętych i wydarzeniach kulturalnych. Po drodze poznałem też Sylwestra Kozerę – założyciela legendarnej Kapeli Czerniakowskiej – ale to już opowieść na osobny wpis.
Dlaczego o tym opowiadam?
Bo moja historia to nie tylko biografia – to dowód, że pasja, tradycja i ciężka praca mogą stworzyć coś unikalnego. Ferajna Jastrzębskiego to dziś zespół, który kontynuuje warszawskie tradycje muzyczne, ale wprowadza w nie własną energię i charakter. Jestem dumny, że mogę być częścią tej historii – od Marymontu po największe sceny.